Własnie siedzimy sobie na lotnisku w Singapurze. Nie chce nam się już chodzić. Nic nam się nie chcę. Przed nami 13 godzin lotu do Frankfurtu. Strasznie. Jedyne pocieszenie to, to że w drodze powrotnej zawsze wydaje się, że czas płynie szybciej. Za 40 minut boarding. Wydalismy juz ostanie dolary singapurskie. Bagaże nadane do samych Katowic.
Powspominajmy troche.
Wczoraj byliśmy na dwóch wycieczkach. Jedna na wyspę Sentosa. Autokarem w tempie iście ekspresowym. Najpierw podjechaliśmy pod stację kolejki gondolowej. Tak tak, jednym ze sposobów dostania sie na Sentosa Island jest kolejka gondolowa, podobna jak na szyndzielnię, z tym ze ma jeszcze stację pośrednią. Bez przesiadki, ale za to można wysiąść wprost do centrum handlowego. Następny przystanek to juz wyspa. Widoki przepiękne.
Na Sentosa mozna dostać się jeszcze kolejką monorail i samochodem.
Generalnie Singapur lezy na ponad 60 wyspach. Są wyspy tylko wypoczynkowe, jak Sentosa. Są też wyspy przemysłowe. Np na jednej z nich znajduje się rafineria, mimo, że Singapur nie posiada złóż ropy to jedna jest liczącym sie na świecie jej przetwórcą.
Wracając do Sentosa, to widzieliśmy przepiękne akwarium, z ogromną kolekcją największych gatunków krabów i podwodnym tunelem gdzie można obserwować rekiny, mureny i inne grożne i nie tylko stworzenia morskie.
Potem pojechaliśmy zobaczyć symbol Singapuru i posłuchać legendy o powstaniu Singapuru. Czy ktoś wie co jest symbolem Singapuru?
To Marlion - lew z ogonem ryby. Zresztą orginalna malajska nazwa Singapura tłumaczy się jako Miasto Lwa (singa - lew, pura - miasto).
Marlion na Sentosa jest ogromny. Można wejść do jego wnętrza i zobaczyć filmową wersję legendy o powstaniu Singapuru, a następnie wjechać na górę windą. Na górze mamy do dyspozycji dwa tarasy widokowe, jeden na głowie Marliona a drugi w jego ustach. Oczywiście nie musicie zgadywać. Tak - widok jest przepiękny. Z głowy Marliona widać 360st całą wyspę i miasto.
Potem pojechaliśmy zobaczyć różowe delfiny. To taki gatunek delfina butlonosego, który wraz z wiekiem zmienia odcień na różowy - ciekawostka. Porównując znowu ten pokaz do pokazu, który widzeliśmy na Teneryfie, niestety musimy przyznać, iż był wyjątkowo marny.
Wróciliśmy do hotelu coś koło 13:00 i kupiliśmy sobie kolejną wycieczkę tym razem statkiem po porcie i wzdłuż brzegu Sentosa.
Przed wycieczką wyskoczyliśmy jeszcze na Orchard Rd na zakupy. Tam też dowiedzieliśmy się, że jest ostatni dzień roku wg kalendarza księżycowego, bo wiele sklepów było już zamkniętych.
Wróciliśmy wykończeni upałem i wilgotnością powierza. Lekki refreshment i z powrotem na wycieczkę.
Rejs statkiem był cudownym zakończeniem dnia. Najedliśmy się do syta i romantycznej atmosferze podziwialiśmy widoki stopniowo wyłaniających się swiateł miasta.
Wróciliśmy do hotelu około 22:00 i padliśmy natychmiast do naszych łóżek.
Rano obudziły nas odgłosy wielkich chińskich bębnów. Zeszliśmy do hotelowego lobby i zobaczyliśmy niesamowite przedstawienie. To grupa akrobatów przyjechała zaprezentować taniec Tygrysa i Lwa. Dowiedzieliśmy się, ze te tańce są częścią obchodów Chińskiego Nowego Roku a pokaz prowadzi szkoła kung-fu. Oj faktycznie trzeba było akrobatów, żeby to zatańczyć. Zresztą widać było, zmęczenie na twarzach tancerzy.
Po przedstawieniu zjedliśmy śniadanko, spakowaliśmy się i wyruszyliśmy jeszce raz na miasto, tym razem do China Town. Niestety okazało się, ze wszystko jest pozamykane, a parady związane z Nowym Rokiem rozpoczną się dopiero wieczorem.
Taksówkarz zawiózł nas jednak do bardzo ciekawego miejsca. To mała manufaktura, gdzie ręcznie produkuje się wiele ciekawych rzeczy z kamieni ozdobnych. Poczynając od biżuterii, a kończąc na ogromnych obrazach trójwymiarowych, kosztujących kilkadziesiąt tysięcy dolarów.
Zachwyceni tym miejscem skusiliśmy się i zrobiliśmy drobne zakupy. Dobrze, że już wracaliśmy z wakacji i byliśmy spłukani, bo moglibyśmy tam wydać znacznie więcej.
Wróciliśmy do hotelu, wymeldowaliśmy się i ostatnie 4 godziny spędziliśmy w hotelowym basenie.
Po krótkim odpoczynku dojechaliśmy na lotnisko. I tak właśnie skończyła się nasza przygoda z Singapurem.