Brisbane
Jak dotarlismy do celu
19.01.2008 - 20.01.2008
30 °C
Jest niedzielny poranek 7:24. Wstaliśmy wcześnie rano wyspani i z nadzieją na słoneczną pogodę. Trudno nam w to uwierzyć, ale minęło już 12 dni od naszego wylotu. Dzisiaj nocowaliśmy w hotelu Spring Hill Terraces w Brisbane. To będzie nasza baza wypadowa już do końca pobytu na Wschodnim Wybrzerzu. Ale wróćmy się troszeczkę w czasie.
W piątek rano obudziliśmy się skoro świt, jak pamiętacie w Coffs Harbour. Obudziła nas nadzieja na spotkanie z delfinami. Poranna toaleta i szybkie śniadanie. Nawet spakowanie zajęło nam mniej czasu niż zwykle. Wymeldowaliśmy się i pojechaliśmy do Pet Porpoise Pool
Jakie było nasze rozgoryczenie, jak zobaczyliśmy tę oto tabliczkę:
Niebywałe! Najbliższe możliwe rodzinne spotkanie z delfinami to poniedzialek, ale dopiero 4 lutego !!!!
Nawet nie chcieliśmy wchodzić na planowany na 9:30 show. Byliśmy smutni. Najwspanialszy show z delfinami widzieliśmy na Teneryfie i nie sądziliśmy, że ten może być lepszy. Było nam smutno. Chcieliśmy pływać i bawić się z tymi wspaniałymi i niezwykle inteligentnymi zwierzętami. Widząc nasze smutne miny, pani sprzedająca bilety zaczęła nas namawiać abyśmy jednak weszli. Ale my nie chcieliśmy słuchać. Dopiero, gdy powiedziała, że w cene biletu jest niezwykły, indywitualny pocałunek foki i delfina, zgodziliśmy się. Weszliśmy do środka. W największym basenie pływała już para delfinów. Wkładając dłoń do basenu można było je zwabić, żeby podpłynęły. Wtedy dawały się pogłaskać. Nam się nie udało, bo przerwała nam zapowiedź prowadzącej, że teraz jest czas na pocałunki.
Zaczęła się formować kolejka do delfinów. My delfiny zostawiliśmy sobie na deser i pobiegliśmy do kolejki do foczek. Zresztą zobaczcie sami.


No można śmiało użyć słów Osiołka ze Shreka: "Jedzie ci !!!". Co tu dużo mówić, foka lekko trąci rybką, ale za to przyjemnie łaskocze wąsami.
Potem ustawiliśmy się w kolejce do delfinów. Od kiedy pamiętam, zawsze marzyłam o dotyku delfina, czułam, że to coś niezwykłego. Nie myliłam się, to naprawde niezwykłe uczucie. Pyszczek delfina jest strasznie twardy. Zobaczcie sami, jakie mieliśmy miny.



Show był ciekawy, wiele interakcji z publicznością. Wyszliśmy oczarowani pocałunkami około 11:00.
Przed nami kolejny odcinek jazdy samochodem. Chcieliśmy dotrzeć do Gold Coast, tak żeby jeszcze potaplać się w Oceanie.
Wyruszyliśmy w kierunku Tweed Heads. Zgodnie z sugestiami hotelowego recepcjonisty, mieliśmy dojechać do Balliny, a potem zjechać z Pacific Highway w kierunku oceanu, tak żeby przejechać przez Lennox Head i Byron Bay. Zatrzymać mieliśmy się dopiero w Tweed Heads, ponieważ jak się dowiedzieliśmy tam są dwukrotnie tańsze hotele niż w Lennox czy Byron Bay. Po drodze, korzystając ze wspaniałej pogody zatrzymaliśmy się na maleńkiej plaży Cabarita Beach. Przeszliśmy parę metrów od parkingu i oczom naszym ukazał się nieprawdopodobny widok. Cała plaża miała około 200-300m długości. 
Z obu stron była otoczona skałami. Piasek drobniuteńki i żółciutki. A co najważniejsze, do słownie kilkunastu ludzi, nie licząc kilkunastu surferów, zmagających się z dwumetrowymi falami. Co za widok. Ponieważ byłem lekko zmęczony to wskoczyłem do Oceanu na szybką kąpiel a potem zasnąłem na piasku jak na wombata przystało.
Dziewczynki bawiły się z falami i szukały muszelek, których zebrały na prawdę pokaźną kolekcję. Odpoczynek zajął nam ponad 2 godziny i szczęśliwi udaliśmy się w dalszą drogę.
Dotarliśmy do Tweed Heads i zaczęliśmy poszukiwania hotelu. Nie było łatwo. Zaczął się weekend. Jeździliśmy chyba z dobrą godzinkę po mieście, zanim znaleźliśmy w końcu hotel. Cena dobra, warunki fantastycznie. Czyściutka, pachnąca i wykrochmalona pościel. Przepiękna okolica. Chcieliśmy tu zostać jeszcze jedną noc, ale niestety nie było już miejsca. To dało nam trochę do myślenia i uświadomiliśmy sobie, że jest weekend i z noclegami będzie coraz trudniej. Nie mieliśmy też dostępu do Internetu, żeby spróbować poszukać czegoś z wyprzedzeniem.
Wruszyliśmy rano w kierunku Gold Coast. Gold Coast to fragment wybrzeża z przepięknym plażami i ogromnymi wieżowcami, hotelami i życiem nocnym. Zaczyna się właśnie do Tweed Heads i rozciąga aż do Surfers Paradise. To nie był nasz klimat. Zauroczeni takimi miasteczkami jak Coffs Harbor i plażami jak Cabarita Beach szukaliśmy podobnych miejsc. Dojechaliśmy do Surfers Paradise szukając bez zapału miejsca w którym moglibyśmy przenocować. Wszystko było już zajęte, bo dotakowo odbywały się jakieś imprezy i ważny mecz koszykówki. Postanowiliśmy nie tracąc czasu dojechać już do Brisbane. Skoro był weekend i wszyscy ciągnęli na plaże, to my w drugą stronę do miasta. Tutaj teź nie było łatwo, ale w końcu znaleźliśmy uroczy dwupoziomowy apartament w Spring Hill Terraces w Brisbane. Tutaj jest nasza baza, aż do wtorku, kiedy to pożegnamy się z Wschodnim Wybrzeżem i polecimy do Perth.
Mamy bardzo egzotycznych sąsiadów mieszkających na pobliskim drzewie:
Aniu może ty wiesz co to za zawodnik. Jak widać ma taki charakterystyczny odwłok do trójkąta. Tak na oko ma z 10-12cm. Tego nie widać na zbliżeniu, ale jest ogromny.
Wysłane przez Agnieszkas 20.01.2008 8:11 AM Kategoria Australia








Czytajcie komentatorzy. To pwene. Są tam gdzie kangury! Zastanawia mnie tylko jedno - czy ta całująca fczka to był chłopczyk czy dziewczynka? Kombinuje tak - dlaczego nie chciała pocałować Agnieszki! Jedźcie teraz....
22.01.2008 przez krasowy